#2 It’s a small crime and I’ve got no excuse

1701711_original

Lubię róże.

Przede mną jeszcze trzy ważne egzaminy, z czego dwa takie trochę nawet bardziej ważne, mianowicie archeologia, której boję się jak zarazy i geografia fizyczną z której już szykuję się na poprawkę.

Na domiar złego chyba zepsułam mamie jej małego netbooka, usuwając jakieś niepotrzebne pliki usnęłam też coś co chyba związane było z systemem (?) no i się nie włącza. To znaczy włącza, ale pokazuje się okno z System Repair Options, wybieram jedyną, która daje się odpalić i biedak trzy godziny się skanował i do niczego nie doszedł, uruchomić się nie da, netbook nie działa, matka mnie zabije. Ja przeprosiłam się z wiekowym dziadkiem Dellem i jego Windowsem Vista (tfu!). Jakoś działa. Ale to nie to samo 😦 Nadal czekam aż mama odkryje, że jej netbook potrzebuje jakiegoś informatyka czy innego speca, co weźmie i naprawi, bo ja nie jestem w stanie. Pewnie to kwestia zainstalowania na nowo jakiś tam plików ??? ale nie wiem jakich, nie wiem jak i ona mnie chyba zabije…

Więc siedzę sobie przed Dellem i szukam motywacji popijajac kawę, obok leżą notatki z archeo, które jakimś cudem zrobiłam wczoraj… Ale przyswojenie 500k lat historii, a raczej prehistorii nie leży mi w planach na dziś… Może nie stresowałabym się tak całym tym egzaminem, gdyby nie kilka faktów:

  • jest to egzamin ustny, losowanie pytanka i albo wóz albo przewóz plus dodatkowy stres związany z tym, że to jest indywidualnie, ustnie, najgorzej
  • akurat na tym wykładzie facet sprawdzał obecność – i akurat na ten wykład bardzo mało razy chodziłam… Można było wykorzystać 2 nieobecności… No cóż, 2 to liczba razy, kiedy ja na wykładzie się pojawiłam…
  • tego materiału jest TAK DUŻO, że zwyczajnie nie chce mi się tego już uczyć. Kolejny dzień z nauką, zaczynam powoli mieć dosyć, cieszy mnie fakt, że z pracy się już zwolniłam – nie wyobrażam sobie mieć dzisiaj powtórki z poprzednich tygodni – czyli cztery dni w pracy plus nauka na egzaminy – gdzie w tym wszystkim czas na życie?

A jeszcze do tego czekam na wyniki zaliczenia z poniedziałku, to raz, a dwa dziś o 20.30 Polska-Chorwacja. Może naprawdę powinnam kopsnąć się do apteki po coś uspokajającego albo nie wiem, na ulicę po jakieś proszki niekoniecznie legalne co to pomagają w ciężkich chwilach w życiu.

Byle przetrwać do piątku do godziny 12. A potem niech się dzieje wola Nieba.

29702_original


Edit: godz. 19 – ZDAŁAM poniedziałkowe ćwiczenia! (◠‿◠✿) plus odbyłam krótką wycieczkę do Auchan po myszkę do starego laptopa – jest różowa i się świeci, nic mi więcej do szczęścia na dzień dzisiejszy nie trzeba… Tylko gdyby nie ta archeologia…

Kupiłam też grube, włochate, pasiaste, różowe skarpetki. W sam raz na tą pluchę za oknem.

A tak w ogóle to się strasznie cieszę z tego bloga chociaż wiem, ze i tak nikt go nie będzie czytał, lol. Miła odmiana po uzależniającym tumblrze i miła odskocznia od rzeczywistości. Mogę sobie pisać co chce. To znaczy w pamiętniku też mogę, ale obrazków nie dodam no i tak jest jakoś szybciej. W ogóle blogi to fajna rzecz, w sumie to odkryłam to już dawno, jakieś 11 lat temu gdy jako gówniara założyłam pierwszego mojego bloga na onecie (no dobra, pierwszy był na blog.pl ale po trzech dniach zapomniałam hasła i wszystko poszło w…), który to blog zresztą istnieje do dzisiaj 😀 Potem przyszły blogi z tzw. instrukcjami i to zapoczątkowało moje zainteresowanie grafiką, obróbką zdjęć i w sumie całkiem dobrze mi to szło, a teraz jakoś tak zapał się do wszystkiego ulotnił… No nic. Cóż. Czas naprawdę wrócić do archeologii. Ale fajnie tak powymieniać się myślami z samą sobą, hehe.

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s